Drukuj
Kategoria: regionalizm
Odsłony: 2503

alt1 maja 2011 roku przy aplauzie półtora miliona wiernych papież Benedykt XVI ogłosił swojego poprzednika na Stolicy Piotrowej – Jana Pawła II błogosławionym. Dzisiaj w Watykanie - 27 kwietnia 2014 roku - papież Franciszek  podczas mszy kanonizacyjnej , która rozpocznie się o 10:00, ogłosi świętymi Kościoła Katolickiego dwóch papieży: Jana Pawła II oraz Jana XXIII.  Minęły trzy lata od beatyfikacji i ponad 9 lat od śmierci "Polskiego Papieża". Dziś ponownie przypominam artykuł, który popełniłem z okazji beatyfikacji Jana Pawła II. Dla społeczności miasta i gminy Zakliczyn papież Jan Paweł II uczynił honor przyjmując 2 lipca 2000 roku z rąk burmistrza Kazimierza Kormana w Sali Klementyńskiej tytuł Honorowego Obywatela Gminy Zakliczyn. Zdjęcie pamiątkowe z tej uroczystości można podziwiać w sali im. Spytka Jordana w ratuszu. Choć Jan Paweł II jako papież nie postawił stopy na Ziemi Zakliczyńskiej to jednak miał możliwość podziwiać nasze strony z lotu ptaka. Inny Honorowy Obywatel Gminy Zakliczyn, dominikanin dr Jan Góra wspomina to tak:

"Buczenie się wzmaga. Doliną, w promieniach słońca nadciąga papieski helikopter. Ten sam co przed godziną. Numer boczny 627 i biało-czerwona szachownica. Idzie nisko. Całkiem nisko. Przeleciał. Zatacza koło nad Jastrzębią i wraca nad dom i wzgórze, i znowu zawraca, ale od drugiej strony, i jeszcze jedno okrążenie. Coś ścisnęło mnie za gardło. Coś wstrzymuje ruchy. Stoję na kamieniu z wyciągniętymi ramionami i zalewają mnie łzy.

alt Jamna. Robiłem nalot na Jamną - powiedział Jan Paweł II podczas wieczornego spotkania z dominikanami w bazylice świętej Trójcy w Krakowie, 16 czerwca 1999 roku.
Muszę upomnieć się o nagłośnienie tych słów Jana Pawła II, które potwierdzają jego nalot helikopterem na Jamną w drodze ze Starego Sącza do Wadowic, bo wiem, że inni nie dbający o moją ewangeliczność postarają się wycisnąć je do maksimum. Bez tych słów wszystko, co przeżyłem tego dnia na Jamnej, wydawałoby mi się snem. A była to twarda rzeczywistość. Był to gest miłości i błogosławieństwa. Dla Jamnej i dla wszystkiego, co z tym słowem się wiąże.
Jamna. Robiłem nalot na Jamną - te słowa są jak pieczęć dla niekonwencjonalnego wydarzenia, jakim były papieskie odwiedziny zapomnianej, spacyfikowanej przez Niemców wioski, która zaczyna swoje życie na nowo, dzięki nadziei przyniesionej tutaj przez duszpasterstwo akademickie wraz ze swoim ośrodkiem - szkołą wiary. Ojciec święty przybył, aby pobłogosławić tę wioskę, ośrodek oraz budujący się kościół pod wezwaniem Matki Bożej Niezawodnej Nadziei, do którego 25 listopada 1998 roku podarował kamień węgielny, a wcześniej, 3 czerwca 1998 roku na placu świętego Piotra w Rzymie ukoronował wizerunek Matki Bożej Jamneńskiej.  
Od dawna zapraszałem Ojca świętego na Jamną. Ma tutaj swój pokój - osobny, niekrępujący. Sporo tu pamiątek i darów, które osobiście przekazał domowi. Od biedy miałby nawet się w co przebrać, bo jest tu i piuska papieska, i sutanna, i buty. Jest laska papieska i ornat. Jest papieski kielich.  
Podczas przedostatniej pielgrzymki do kraju w roku 1997 roku o mały włos nie doszło do przelotu orszaku papieskiego nad Jamną w drodze do Dukli. Usłyszeliśmy tylko w radiostacji wojskowej nastawionej na właściwe fale: Papież was widzi i wam błogosławi... i w oddali zobaczyliśmy orszak papieskich helikopterów. Ale to jeszcze nie było to.  
Czekaliśmy zatem na tę chwilę od dawna. Od dawna prosiłem biskupa Stanisława Dziwisza, aby Ojciec święty nadleciał i pobłogosławił ludzi i dzieło. Życzliwość księdza biskupa, przełożona na dobrą wolę organizatorów pielgrzymki i pilotów zaowocowała zapewnieniem: w drodze do Starego Sącza.  
Tymczasem drogę z Krakowa do Starego Sącza przebył Ojciec święty samochodem. Lał deszcz i była mgła. Cała Jamna spowita była w białe, gęste, nieprzejrzyste opary mgieł. Na kilkanaście kroków nie było nic widać. Z bólem i trudem usiłowałem pogodzić się z myślą, że Ojca świętego na Jamnej nie będzie. To żywe i gorące pragnienie noszone w sercu paliło mnie i upokarzało. A zatem nic z tego. W miłości tak trudno jest przyjąć nieobecność. Tak trudno zrozumieć.  
Starałem się sobie to wewnętrznie wytłumaczyć i nie mieć pretensji, skoro wczoraj, ze względu na stan zdrowia, Ojciec święty był nieobecny na Krakowskich Błoniach, gdzie mokliśmy, usiłując się modlić. Tam każdy z nas przeżywał swoistego rodzaju próbę wiary. Tam, po komunikacie biskupa Kazimierza, w duszy narodziło mi się pożałowania godne: ?no to wiejemy?. Zostałem jednak, aby nie gorszyć młodzieży i trochę ze zmęczenia. I dobrze, że zostałem.  
W Starym Sączu Ojciec święty jakby ożył. To nic, że papieską homilię przeczytał kardynał Macharski. Żar tamtego nabożeństwa był tak ogromny, że rozpędził chmury i na chwilę ukazało się słońce. Mgła zaczęła się podnosić, a możliwość udania się do Wadowic helikopterem stawała się coraz bardziej realna.  
16 czerwca około 16.00 wyrzucił nas z domu ryk śmigłowca, który zbliżał się, warcząc i ciężko dysząc. Wybiegliśmy przed dom. Ryknąłem: - chorągwie! Ale nie bardzo było już komu słuchać. Większość rozjechała się do domów, miejscowi też się rozeszli, kiwając z politowaniem głowami na faceta maniaka, który wierzył jak dziecko i opowiadał wszystkim, że Papież nadleci nad Jamną. Ale po cóż miałby on tu nadlatywać... I oto teraz ten helikopter. Idzie nisko. Bardzo nisko. Widać go z daleka. Słychać jeszcze bardziej. Wybiegamy. Każdy ciągnie coś białego. Ogromny obraz 25 metrowy kolaż Rembrandta Powrót syna marnotrawnego z twarzą Jana Pawła II tarmosi kilku chłopaków. Ale to niemożliwe, aby leciał sam Ojciec święty. Jeszcze nie wyleciał ze Starego Sącza. Dzwonię do pilota. Pan pułkownik Edward Klecha z Poznania potwierdza próbny nalot. Jego syn chodzi na nasze akademickie Msze święte. Podobnie biskup Jan Chrapek: ?Za godzinę będzie u was Ojciec święty?. Telefony na cały świat. Ale na Jamną niełatwo jest dojechać. Ci, co wyjechali, dzwonią teraz z drogi wściekli na samych siebie. Nie da się już zawrócić. Drogi są zablokowane. Bardzo powoli rozładowuje się Stary Sącz.  
Rembrandt już rozciągnięty na łące. Na komin wylazła Monika z chorągwią. Na bramę wspiął się Mirek. Andrzej z ekipą stali na wzgórzu, w miejscu budującego się kościoła - już jest gotowy wykop. Kilka wielkich krzyży z materiału i kilkadziesiąt chorągiewek z Matką Boską. Ktoś dowcipny przypiął osłu wielką kokardę, którą on szarpie niespokojny. Konie biegają jak Wylazłem na wielki kamień na środku łąki. Przez tubę próbuję ogarnąć rozszalałe emocje. Zarządzam odmówienie Tajemnicy Różańca. O godzinie 17.14 słychać z daleka buczenie. Andrzej z ekipą szaleją już na górze. Buczenie się wzmaga. Doliną, w promieniach słońca nadciąga papieski helikopter. Ten sam co przed godziną. Numer boczny 627 i biało-czerwona szachownica. Idzie nisko. Całkiem nisko. Przeleciał. Zatacza koło nad Jastrzębią i wraca nad dom i wzgórze, i znowu zawraca, ale od drugiej strony, i jeszcze jedno okrążenie. Coś ścisnęło mnie za gardło. Coś wstrzymuje ruchy. Stoję na kamieniu z wyciągniętymi ramionami i zalewają mnie łzy. Młodzież szaleje. To ostatni, którzy wytrwali, wierząc wbrew nadziei. Zmawiamy Pod Twoją obronę i idziemy odprawić Mszę świętą w wykopie pod kościół, który pobłogosławił Ojciec święty. Będzie to miejsce dla tych, którzy przekroczą próg nadziei.  
I wtedy uświadamiam sobie, że to już trzeci raz Ojciec święty pobłogosławił nas z wysoka. Pierwszy raz było to w Hermanicach 22 maja 1995 roku w drodze do Skoczowa. Właśnie w tych Hermanicach, w 1991 roku, przygotowywaliśmy się do VI światowego Dnia Młodzieży w Częstochowie i ćwiczyliśmy pieśń Abba Ojcze.  
Drugi raz to było nad Lednicą, 4 czerwca 1997 roku, kiedy to Jan Paweł II przeprowadził nas przez Bramę III Tysiąclecia.  
I wreszcie teraz Jamna...
Jedna z kobiet pobożnych, pragnąca do końca trwać przy Ojcu świętym w Starym Sączu, opowiadała, że pobiegła patrzyć na papieskie helikoptery, żeby się napatrzyć na Papieża do końca i do syta. I kiedy wszystkie poderwały się i poleciały, to jeden jakoś im uciekł, i poleciał w odwrotną stronę. A kiedy ona to nam opowiadała, wiedzieliśmy wszyscy dobrze, że chodziło właśnie o ten, który poleciał właśnie do nas, na Jamną.  
Ale było to takie wydarzenie, że nie wierzyłem samemu sobie, własnym zmysłom. Dlatego słowa Ojca świętego potwierdzające to wydarzenie są takie ważne. Są po prostu bullą i pieczęcią. Pragnę je uwydatnić i podkreślić. Dla nas bowiem są fundamentem, na którym pragniemy budować przyszłość. Sanktuarium Matki Bożej Niezawodnej Nadziei.  
Nazajutrz górale zaczęli zakładać fundamenty pod kościół, dokładnie w miejscu, gdzie - jak sam Papież powiedział w momencie wzruszenia - nawet ptaki śpiewają po polsku."

Jan Góra był często przyjmowany przez Papieża w Watykanie i zainteresowaniem słuchał oraz dopytywał się o Jamną, obdarzając Dominikanina pamiątkami papieskimi, które są w Jamnej i Lednicy. Odzwierciedleniem zainteresowania Jana Pawła II Jamną są listy do ojca Góry:

Watykan, Nowy Rok 1994
+ Drogi Ojcze Janie
Widzę, że Kustosz na Jamnej coraz realniej myśli o "zwabieniu" Papieża do "Republica Dominikana", jak wykazuje załączona dokumentacja. A czy są inne "ważniejsze sprawy i zagadnienia ludzkości i świata, poza drewnianym domem na Jamnej", to też inna sprawa. Wszak ten rok jest Rokiem Rodziny i wszyscy pragniemy się spotkać wokół ogniska domowego. Przecież jest tam dość drzewa na takie ognisko, o ile się nie mylę - jest i kominek przygotowany na ten cel.
Czegoż więc mam życzyć, jak nie tego, by żar kominka rozsypywał iskry szeroko i wabił ciepłem wiele oziębłych serc.
Niech się przy nim ogrzeje Dzieciątko i Jego Matka Przeczysta. Niech ma miejsce, gdzie może wzrastać "w mądrości i w łasce u Boga i u ludzi".
Pozdrawiam serdecznie i błogosławię tych, którzy już mają paszporty i tych, którzy je zdobędą w przyszłości.

 

Watykan, 17 grudnia 1995r.
+Drogi Ojcze Janie!
Przyszedł list z Poznania, sążnisty, i z wielu załącznikami. Góra "szaleje" (kiedyś powiedziano "szalejesz Pawle...") - ale to wszystko trzyma się kupy: myśli o ludziach, ale i o pieniądzach, o "Tertio Millenio", ale i o gruntach nad jeziorem Lednica, myśli o Roratach, ale i o wyborach... Słusznie, że myśli o Lednicy, bo przecież to "Tertio Millenio" jest dla Polski, a zwłaszcza Poznania i Gniezna "secundo millenio adveniente" od tege, co się stało w roku 1000! Cóż, ja bym się bardzo chętnie tam wybrał, i na Jamną i do Hermanic, ale dadzą to? Dadzą to?... Teraz tym bardziej, kiedy sytuacja została "zaklepana" - i to do roku 2000.
Ale wszystko zawsze jest w Bożych Rękach. Dziękuję za życzenia i "jamneński podarek". Chętnie zobaczę ten film. Tobie zaś, "szalony" Janie, niech Pan Bóg błogosławi. A gdy będziecie kolędować przy żłóbku, to i ja z wami pośpiewam... na odległość.
Z błogosławieństwem

 

Watykan, 30 czerwca 1999
+  Drogi Ojcze Janie,
Wszystko się zgadza, tak jak napisane w liście i załącznikach. Widziałem i błogosławiłem Hermanice, Lednicę i Jamną, miejsca tak drogie sercu Ojca Jana. Niech teraz prowadzi nadal i rozwija to dzieło duszpasterstwa młodzieży oraz budowy kościoła w Jamnej, by królowała w nim Matka Boża Jamneńska, Niezawodnej Nadziei.
Przeczytałem ostatnio przysłaną mi książkę, którą napisał o.Góra i dziękuję za dedykację. Były też momenty humorystyczne z dawnych lat.
Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem


Podczas pamiętnych kwietniowych dni 2005 roku żegnaliśmy papieża Jana Pawła II mszą świętą żałobną odprawioną na zakliczyńskim Rynku. Kilka miesięcy później z inicjatywy burmistrza Kormana przy wsparciu ks. proboszcza Józefa Piszczka powstał pomysł ufundowania kamiennego pomnika Jana Pawła II przy kościele parafialnym p.w. św. Idziego opata w Zakliczynie. 3 maja 2011 roku po uroczystej mszy świętej na zakliczyńskim Rynku uczestnicy uroczystości przeszli pod pomnik Papieża, a delegacje samorządowe złożyły u stóp pomnika wiązanki kwiatów - tak też zapewne będzie po uroczystej mszy świętej w intencji Ojczyzny w dniu 3 maja 2014 roku.  Jan Paweł II za życia prosił, aby jeśli już będziemy stawiać Mu pomniki to niech one będą takie, które będą służyć ludziom. Taki zakliczyński pomnik papieski to z pewnością Samarytańskie Towarzystwo im. Jana Pawła II w Zakliczynie prowadzące m.in. Dom Pogodnej Jesieni  oraz Republica Dominicana w Jamnej.

W artykule wykorzystałem informacje a także zdjęcie dr Jana Góry z : www.jamna.dominikanie.pl   oraz www.jangora.pl