Drukuj
Kategoria: regionalizm
Odsłony: 1972

część 4 - epizod pierwszy

Pierwszy epizod opowiadania mojego ojca związany jest z dworem w Lusławicach, gdzie obecnie rezyduje Krzysztof Penderecki. W czasie okupacji niemieckiej zamieszkiwała tam pani Maria Veihinger i Witold Erazm Rybczyński. Ojciec wraz z mamą bywali tam częstymi gośćmi, gdyż łączyła ich przyjaźń z mieszkańcami dworu, a w dodatku mieszkali w pobliskich Kończyskach, skąd do Lusławic jest na rzut beretem.

ABEL.

alt„Zagórski przygnębiony wiadomościami o srożącym się terrorze gestapo, o aresztowaniu i śmierci tylu najwartościowszych ludzi, skierował swe kroki w stronę Lusławic. Coś go tam zawsze ciągnęło – sam nie zdawał sobie sprawy co. Czy piękno białego dworku, do którego wiodła aleja prastarych lip, czy urocza, zawsze pełna dystansu pani Maria, czy profesor, który przy swojej wiedzy jako fizyk i wielki humanista, jednocześnie potrafił być prosty i bezpośredni. A może ukryta gdzieś w cieniu lamusa Muza Jacka [Malczewskiego] wabiła go ku sobie z wiszących na ścianach obrazów. A już na pewno urok i tajemniczość postaci wyklętego heretyka [arianina Fausta Socyna], którego prochy wrzucono do Dunajca, żeby popłynęły do morza i nie zarażały dalej swym innowierczym jadem wiernych duszyczek.
   Unurzawszy się w szarzyźnie życia codziennego, nasłuchawszy utyskiwań, na tak przyziemne powody, jak kontyngenty, drożyzna, podatki i tym podobne, szedł do Białego Dworku zaczerpnąć powietrza z innego świata.

alt   Liście już z drzew opadły, aleja usłana była uschłymi, strącanymi przez jesienne wiatry. Staruszki lipy flegmatycznie spoglądały ze swej wysokości na ofiary, ścielące się po świętej ziemi. Wiele widziały, słyszały trzepotanie skrzydeł husarii Jana III i pieśni kozackie, gdy mołojcy uganiali się za konfederatami oraz krzyki mordowanych w 1846 r. panów, co to „dobrzy byli”. Przeżyły tamto, przeżyją i to, co nadeszło z szaleństwem pychy obłąkanego wodza, równie obłąkanego narodu. Narodu cierpiącego na kompleks wyższości i pozbawionego samooceny własnego postępowania.[…] Wtem z ujadaniem zerwały się z ganku dwa jamniczki. On brunecik, ona brązowa, figlarnie kręcąca główką i merdająca ogonkiem.  
– Nie wstyd wam tyle ruchu i hałasu robić, draby kochane, przemówił im do rozsądku, głaszcząc po aksamitnych łebkach.         
Nie wstydziły się wcale. Z obowiązku to robimy, zdawały się mówić mądrymi ślepkami. Pełnimy rolę dawnych lokai, oznajmujących gości mile tu widzianych. Rzeczywiście, rozwarły się podwoje i w ich ramach stanął uśmiechnięty, kłaniający się profesor.[…] Po chwili siedzieli na tarasie przy niedużym stoliczku. Pani zaraz wyjdzie, jest przy wnuczce. Potoczyła się rozmowa.[…] Nagle, zerwali się przerażeni.  Usłyszeli  charkotliwy wrzask

– Halt!     Halt!                                                                              

Potem wystrzał, jeden, drugi i znowu krzyk – Ferfluchte Jude! […]                                                             
Gdy Zagórski wracał do domu, na gościńcu natknął się na Kumorka.                                                              
- Co się stało?

- Komendant strzelał za jakimś Żydem, ten uciekał w stronę Dunajca i pewno zabity wpadł do wody. Szkop pobiegł za nim, ale nic już nie było widać, tam zresztą wszędzie gęsto rośnie wiklina. A woda jak to w jesieni, duża.                    

Zagórski, zamiast iść prosto do domu zatoczył szerokie półkole, przeszedł most nad Dunajcem i potem posuwał się ostrożnie wzdłuż brzegu, przy którym miał się znajdować zastrzelony. Rzeczywiście, przedzierając się przez gąszcz wikliny usłyszał ciche wołanie.                                                                          

- Panie Zagórski, panie Zagórski…      

Wreszcie dostrzegł młodego Abla, który siedząc pod krzakiem, trzymającego się za nogę.                                             

- Ja wiedziałem panie Zagórski, że on mnie nie trafi, ale po co łobuz strzela. Tak się przestraszyłem, że źle skoczyłem do wody i stłukłem nogę o wystający kamień. Zagórski uśmiechnął się. - Abel, czas już chyba przyzwyczaić się do strzelania.           

- Ja bym się i przyzwyczaił, tylko żeby nie do mnie strzelali.                                                                

Co tu robisz ? - Czemu się w biały dzień włóczysz i leziesz w łapy żandarmom? […]

- Ja panie Zagórski musiałem, u nas bieda. Moryc ma kulę w nodze. Nie goi się, tylko ropa płynie i śmierdzi.                                                             

- Niedobrze. To kogo szukałeś?                                                                                                

- Ja szukałem kogoś, co by pomógł. Kulę wyjął, obandażował.                                                                   

- Dobrze. Daleko się ukrywacie?                                                                                               

- Całkiem blisko. My w tej pustej stodole za miastem. Tam nikt nie chodzi.                                                    

- Jeść macie co?                                                                                                              

- Jeszcze mamy, zresztą ludzie dają, wychodzi który z nas wieczorem do znajomych. Nazbieraliśmy też na polach ziemniaków.     

- To czekaj wieczorem pod figurą za miastem. Przyjdziemy i postaramy się pomóc Morycowi o ile nie ma gangreny.                

- No to trzymaj się i zbytnio ludziom w oczy nie leź. Ludzie są różni.                                                        

- Oj tak, ja dopiero teraz to wiem.                                                                                           

- Jeszcze jedno - przypomniał sobie Zagórski - nie zapomnij zaopatrzyć się na zimę w czosnek i cebulę. Przy waszym odżywianiu jest to konieczne.                                                                             

- To ja wiem, tylko że tego tu mało. Trzeba na jarmarku kupić.                                                                

 - Co będę mógł, to kupię - dodał Zagórski - ale wiesz, trzeba pieniędzy, a ja nie bogaty. Dlatego staraj się także dostać od innych.                                                                                                                       

- Ja mam trochę groszaków.                                                                                                    

- Ech, to chowaj na ostatnią godzinę, gdyby przyszło stąd umykać.                                                            

- Dziękuję panu, pan tak o nas myśli jak o swoich.                                                                            

- Wszyscy jesteśmy swoi.                                                                                                      

 Upłynęła jeszcze godzina, zrobiło się ciemno, zanim Zagórski w towarzystwie spotkanych Charkiewiczów znalazł się w Zakliczynie. Za chwilę pukał do drzwi higienistki. Pokrótce wyjaśnił cel swojej wizyty. Ma pani wszystko? Tak – nawet ostry nóż, gdyby przyszło krajać. Myślę, że trzeba będzie, może być solidny wrzód. Wzięłam też bandaży i różnych środków na zapas, żeby mieli. Doskonale. Nikt z nich pani chyba nie zna? -  Myślę, że nie. Ale co to ma za znaczenie? Ma o tyle, że zawsze lepiej, gdy jesteśmy nieznani. W wypadku jakiej wsypy… Ale razem nie pójdziemy przez miasto. Ja pójdę boczną drożyną poza miasteczkiem, zrobię koło i spotkamy się pod figurą. Wobec tego ja pójdę powoli, żeby nie czekać.  Wszystko poszło jak najlepiej. Była jednak kula rewolwerowa, która rykoszetem trafiła Moryca w nogę, ale już nie miała siły wyjść. Higienistka kulę zachowała sobie na pamiątkę.

Leszek A. Nowak

cdn

W kolejnym odcinku "Regina", którego akcja związana jest również z dworem lusławickiem, głównym bohaterem będzie dr Keil.

 

Objaśnienia:

Maria Vayhingerwłaścicielka dworu w Lusławicach. Po wojnie sprzedała pół nieruchomości państwu Natalii i Tadeuszowi Mroczkowskim. Posiadłość w latach siedemdziesiątych w całości zakupiona została przez słynnego kompozytora Krzysztofa Pendereckiego. Pani Maria przeniosła się do Warszawy. Jej wnuczką była Małgorzata -  córka Adolfa Vaihingera.    

Witold Erazm Rybczyński (1881 – 1949) , docent na Politechnice we Lwowie. W czasie okupacji niemieckiej mieszkał w dworze Marii Vayhingerowej w Lusławicach, gdzie też wcześniej często gościł, szczególnie zaś po przejściu w 1933 r. na emeryturę. Był absolwentem Politechniki Lwowskiej (doktorat  z fizyki w 1905 r.). Studiował również w Monachium, gdzie badał problemy związane z ugięciem fal rentgenowskich. Rozgłos w środowisku naukowym przyniosła mu rozprawa: „O ruchu postępowym kuli ciekłej w ośrodku lepkim”. W Lusławicach ukrywając swą prawdziwą tożsamość prowadził kurs rachunkowości i uczył na tajnych kompletach. Po wojnie mieszkając nadal w Lusławicach, uczył w założonym przez Stanisława Nowaka gimnazjum  w Zakliczynie n. D. Był wiernym przyjacielem Stanisława i jego żony, częstym partnerem w wymianie poglądów, intelektualnym towarzyszem i uczestnikiem zaciekłych brydżowych i preferansowych batalii. Ku uciesze dzieci zwinnie żonglował i świetnie grał na fortepianie. Ponadto pisywał komedie teatralne i był znakomitym popularyzatorem nauk ścisłych. Po zamknięciu gimnazjum utrzymywał się z publicystyki popularyzatorskiej: Witold Rybczyński „ Co to jest radar”, Kraków 1948.

Józefa Julia Budzyn – Nowakowa  (5.I.1905 – 25.VII.1977), niewidoma malarka, rzeźbiarka  i poetka. W swej pracy artystycznej osiągnęła to co w jej wypadku, wydawało się niemożliwe. Pisała też wiersze uzupełniając swoją artystyczną wizję świata o słowo. Jej wiersze , obrazy  i artykuły o niej, niejednokrotnie publikowano w prasie i naukowych opracowaniach. W 1971r. otrzymała z Ministerstwa Kultury i Sztuki uprawnienia do wykonywania zawodu artysty plastyka. Jej obrazy są w kolekcjach Muzeów Etnograficznych we Wrocławiu i Krakowie, oraz  w wielu prywatnych w kraju i za granicą, a między innymi Wojciecha Siemiona i Ludwika Zimerera.  W sierpniu 1973 r. wraz z mężem przeniosła się do Wrocławia. W 1976 r. za działalność artystyczną odznaczona została Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarła we Wrocławiu, pochowana jest na Cmentarzu św. Wawrzyńca przy ulicy Bujwida. Profesor Aleksander Jackowski omówił jej postać w swoim encyklopedycznym zarysie twórczości w Polsce - „Sztuka zwana naiwną, Warszawa 1995 r.Kumorek – członek ruchu oporu, pseudonim „Krater”, mieszkaniec Lusławic.  Po wojnie został kronikarzem Ziemi Zakliczyńskiej. Władysław Kumorek „Głos ziemi do boju nas wiedzie“, Tarnów 1996r 

Adam Charkiewicz były starosta Wrześni, ojciec chrzestny Leszka A. Nowaka. Podczas okupacji wraz z rodziną wysiedlony z Kujaw do Zakliczyna nad Dunajcem. Tam brał czynny udział w ruchu oporu i tajnym nauczaniu, był kierownikiem walki cywilnej. Po wojnie przeniósł się do Wrocławia. Gerard Górnicki  „Wspomnienia z mojego pobytu w Zakliczynie w czasie od sierpnia 1941 do stycznia 1945 roku” /w:/ „Zeszyty Wojnickie”, nr 10, Wojnicz 1994.

Wanda Saładykowska – Chrapustowa ps. „ZOO”była Główną Higienistką Ośrodka Zdrowia w Zakliczynie nad Dunajcem. Dowodziła II drużyną sanitarną przy oddziale Wojskowej Służby Kobiet, do której należało cztery przeszkolone sanitarnie dziewczyny.

Ilustracje do tekstu:
Zdjęcie: Na ganku dworu w Lusławicach. Siedzą od lewej:  Stefan Wilkanowicz redaktor „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”, Maria Vayhinger, Ignacy Plater Zyberk – mąż Róży, siostry Józefa Czapskiego, lata 50 – te XX w. oraz Jacka Malczewskiego „Portret Marii Veihinger przed dworem w Lusławicach", olej/płótno, lata 20 – te XX w.