Drukuj
Kategoria: regionalizm
Odsłony: 603

Część V

U pani Felskiej na kolonii; czyli Janek licealista

b_250_100_16777215_00_images_2014_5_Jan_Boczek_1946.jpgNadeszło wyzwolenie w 1945 roku. Zjawili się Rosjanie. Pierwsze moje spotkanie było następujące: Rosjanin zobaczył na mnie w Faściszowej buty saperki i kazał mi je zdjąć. Ojciec go poczęstował kieliszkiem gruszkówki, która wtedy pędził.  Tak Rosjaninowi posmakowała, że powiada: daj butelkę a oddam buty. I tak się stało. Podobnie któregoś dnia w Tarnowie, gdy byłem już w liceum, Rosjanin zobaczył mój prymitywny zegarek na ręce. Wymienił się ze mną na radio, które wiózł z Niemiec i bał się, że mu zabiorą na granicy. Radio to służyło mi w Tarnowie, a później w Krakowie słuchaliśmy radia „Wolna Europa” i „Głos Ameryki”.

Zaraz w lutym 1945 roku, po wyzwoleniu, wybrałem się na piechotę do Tarnowa (30 km, żadnego transportu, nawet koni nie było), aby się zapisać do gimnazjum. Okazało się, że zdałem jakiś symboliczny egzamin do liceum. Nie miałem jedynie pojęcia jaki jest wzór nadmanganianu potasu, bo przecież chemii się nie uczyłem. Znalazłem się w 2 – letnim III Liceum w Tarnowie, które ukończyłem w lutym 1946 roku i zdałem maturę. Zdaję sobie sprawę, że miałem ogromne braki w wykształceniu ze szkoły średniej, jednak trzeba było szybko kształcić młodych ludzi, były ogromne zaległości. Przez 5 lat szkoły średnie nie funkcjonowały.

Rodzice przysyłali mi paczki, a często Mama niosąc bochenek upieczonego przez siebie chleba i inne smakołyki, przynosiła mi na piechotę do Tarnowa, a zabierała rzeczy do prania i nawet wracała tego samego dnia (60 km) do Faściszowej. W jedną z niedziel, kiedy szedłem do kościoła po rampie kolejowej (mieszkałem u Pani Felskiej w kolejarskiej kolonii),  złapali mnie Rosjanie którzy ładowali podkłady kolejowe i zmusili mnie, musiałem dźwigać brudne podkłady, a ubrany byłem przecież do kościoła. Mojej gospodyni, pani Felskiej, mąż zginął na wojnie. Nie wierzyła w to, ciągle chodziła do wróżek i wszystkie jej mówiły, że żyje.  Nigdy o nim nie dostała żadnej wiadomości.

Z moich maturalnych kolegów prawie wszyscy ukończyli studia:  Irka Szymańska – dentystka w Inowłodziu, Mikrut – medycynę (najzdolniejszy na roku, ale później zgubiły go nałogi), Smolik – medycynę (był prorektorem Akademii Medycznej we Wrocławiu). Sporo od nas starszy Gałkiewicz przyczynił się do znalezienia siarki w Polsce, był wysoko nagradzany.

Po balu maturalnym, lekko podchmieleni szliśmy nocą główną ulicą Tarnowa wołając „ My Endecy”. Nie bardzo wiedziałem co to „Endecy”, ale solidarność! Całą gromadę zwinęła milicja. Ja, ponieważ szedłem na końcu, zorientowałem się, co się dzieje i uskoczyłem do bramy. Ocalałem, a koledzy przesiedzieli 48 godzin w ciupie.

Ilustracja tekstu: zdjęcie Jana Boczka z 1946 roku

cdn.