Drukuj
Kategoria: regionalizm
Odsłony: 805

Część III

Centuria i tran; czyli ciężkie czasy na Boczkówce

b_250_100_16777215_00_images_2014_5_Zofia_i_Wadysaw_Boczkowie.jpgMoi rodzicie pobrali się 23 stycznia 1926 roku, a ja się rodzę 21 stycznia 1927 roku. Zapisują datę moich urodzin na rocznicę ślubu – 23.I.1927 – i taka mam datę urodzin w dokumentach. Brat śp. Bolek urodził się w grudniu 1930 roku, a zmarł w 2005, a najmłodszy śp. Franek urodzony w maju 1936, zmarł w 1993 r.

Śp. Bolek ma syna Wacka, który objął ojcowiznę – Boczkówkę – po ojcu, 13 ha. Jego siostra Marta mieszka i pracuje w Warszawie.

Śp. Franek ma Wieśka (dwie córki) i Danusię. Franek kochał zwierzęta, pracował jako technik weterynarii.

Bolek na gospodarstwie przechodził różne czasy. Ciągle powtarzał: najlepsze były za Gierka. Wszystko co wyprodukował, sprzedał za dobrą cenę. Teraz na gospodarstwie męczy się Wacek z Zosią (Zosia pochodzi z Lusławic, dobra gospodyni, miła dziewczyna).

Pierwsze lata małżeństwa rodziców to okres ogromnego kryzysu. Na wsi bieda, wielokrotnie większa niż teraz. Nie było żadnych rent ani emerytur dla rolników. Ceny środków produkcji – nawozy, pestycydy bardzo wysokie, za ceny za produkty bardzo niskie, często poniżej kosztów produkcji. Zarabiali przede wszystkim pośrednicy, najczęściej Żydzi. Mama była niedojrzała do małżeństwa, pojęcia nie miała co się z tym wiąże. Po swoim weselu poszła spać z druhnami, a ojciec się denerwował. On miał 31, a Ona 17 lat.

 Karmiony byłem piersią tylko 3 miesiące. Później nie było pieniędzy na dentystę, na prostowanie zębów. Pamiętam jak mając 4-5 lat miałem początki szkorbutu, lekarz kazał mi podawać cytrynę i kiszoną kapustę. Rodzicie ciężko pracowali: nie było kosiarek (kosy), młocarni (cepy), pasz treściwych. Nie było elektryczności, telefonów, pralek, lodówek, radia, telewizji. Nie płacili za prąd. Lekarstwa to były: centuria - ziele, które zbierałem i Mama parzyła gdy bolał brzuch oraz często dawano nam tran.  Pamiętam jak w szkole w Zakliczynie, na pierwszej lekcji słuchaliśmy po raz pierwszy w życiu radia (chyba rok 1938).

Pięć lat uczęszczałem do szkoły podstawowej w Faściszowej i zaliczyłem 4 klasy, bo wtedy była czwarta „niższa” i czwarta „wyższa”.  Uczył nas nauczyciel Plichta, który przyjeżdżał z Gwoźdźca konikiem. Kiedyś go zapytałem na lekcji co to jest elektryczność. Pamiętam jak odpowiedział: „ dotąd tego nie ustalono, co to jest.” Lekcje były w maleńkiej chałupince, dwie klasy w jednym pokoju. Potem chodziłem do szkoły w Zakliczynie. Oczywiście te 4 kilometry piechotą, nie było autobusów. Pamiętam, że byłem szczęśliwy, gdy od Mamy dostałem 5 groszy, bo wtedy w czasie dużej przerwy biegłem po bułkę do piekarni Żyda i chrupiącą z rozkoszą jadłem. Jeździłem na nartach w kożuszku Mamy, bo nie miałem swojej kurtki. Szóstą i siódmą klasę robiłem już w czasie okupacji. Pamiętam, że musieliśmy  oddać książki historii i polskiego. Wtedy nas okradli, zostałem w jednej parze spodni.

 

Cdn.